POD KLUBOWĄ FLAGĄ Vuelta Americana!

Andrzej Muszyński samotnie na Wielką Pętlę

W naszym klubie wyprawa goni wyprawę. Kilkanaście dni temu z Syberii powrócił zwycięsko Romek Koperski, trwa włóczęga Aruna Milcarza (brak świeżych wiadomości, jest pewnie gdzieś w Oceanii.A już w środę, 16 kwietnia, Andrzej Muszyński, także członek Polskiego Klubu Przygody, rusza na samotną wyprawę do Ameryki Południowej.

Andrzej Muszyński, rocznik 1984, to student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, aktywny podróżnik przemierzający najbardziej odległe i "zapomniane" zakątki Ziemi, zafascynowany dobrą szkołą reporterską i wyprawami w starym stylu, publikuje w dziennikach i magazynach, prezentując ginące kultury i różne oblicza Ziemi.


Ambitny plan

Vuelta to po hiszpańsku pętla. Podczas wyprawy, która będzie trwała od kwietnia do czerwca 2008 r., zatoczę pętlę po kontynencie, realizując kolejno następujące etapy:

1. Chile. Samotny trawers Atacamy od oazy San Pedro de Atacama do Oceanu Spokojnego (około 300 km).
Wędruję przez Dolinę Księżycową i Wielki Salar, po czym na jego południowych krańcach zmieniam azymut na zachód, wędrując przez Kordylierę Domeyki wzdłuż Zwrotnika Koziorożca, kończąc marsz w rejonie Antofagasty. Przemieszczanie się po Atacamie pieszo to wyzwanie. Największy problem stanowi brak źródeł wody, co oznacza konieczność transportu wody w ilości średnio 4-5 litrów na dobę. Kolejna przeszkoda to absolutny brak możliwości używania wózka na kółkach, na którym można transportować ciężki ładunek ze względu na ukształtowanie powierzchni w tej części pustyni - połacie salarów i górskie tereny. Pozostaje plecak, którego waga będzie dochodzić zapewne do 40-50 kg. W północnej części Atacama charakteryzuje się górskim charakterem, co sprawia, że przez pewien czas przyjdzie mi maszerować na wysokości mniej więcej
3 000 m npm. Podstawowym kryterium wyboru trasy pozostaje więc lokalizacja osad, kopalni i baz wojskowych, gdzie można uzupełnić zapasy wody. Kwiecień to miesiąc jesienny, co pozwoli uniknąć uciążliwych temperatur letnich. W nocy temperatura może spaść poniżej zera. W celu zaprojektowania odpowiedniej trasy, zapewniającej możliwość uzupełniania wody co kilka dni, sprowadziłem z Militarnego Instytutu Geograficznego w Santiago de Chile mapy rastrowe w skali 1 : 250 000. Dopiero na miejscu zakupię serię map topograficznych w skali 1 : 50 000, z których będę korzystał podczas marszu.

2. Boliwia. Trawersuję najdzikszą część Andów - pasmo Apolobamba, królestwo kondorów, któremu znacznej części jak dotąd nie poświęcono żadnej mapy prócz szkicowych, znane ze spektakularnych krajobrazów górskich oraz malowniczych osad indiańskich. Razem z ekipą znajomych andynistów z La Paz podejmiemy próbę wejścia na Chaupi Orco, najwyższy szczyt pasma (6044 m npm) południową drogą. Chaupi Orco znajduje się w najbardziej odległej na północ części pasma, co będzie wymagało niemałych zabiegów logistycznych. Sporym problemem jest dotarcie do samego Pelechuco - osady w podnóża pasma, do której autobus jeździ z La Paz jedynie raz w tygodniu nawet 24 godziny. W związku z koniecznością zabrania dużej ilości szpeju razem z Boliwijczykami prawdopodobnie wynajmiemy 4x4 do Pelechuco. Stamtąd już pieszo pokierujemy się na północny-zachód w stronę Chaupi Orco w pobliżu granicy z Peru. Droga do BC zajmuje około 2-3 dni. Jednym z celów wyprawy będzie ustalenie ścisłej wysokości szczytu. Do dziś toczą się spory między zespołami Peruwiańskimi a Rosyjskimi o faktyczną wysokość masywu.

3. Brazylia i Argentyna. Po zmaganiach ekspedycyjno-sportowych skoncentruję się na obserwacjach kulturowych. Brazylia, Rio de Janeiro to zjawisko same w sobie. Jeśli pozwoli na to czas i budżet będę się delektował otaczającym światem, skwapliwie notując wszelkie obserwacje. Miłym i panoramicznym akcentem wieńczącym wyprawę będzie zlot na paralotni ze szczytu Pedra Bonita w Rio di Janeiro.

Wiele będzie zależało od szczęścia i okoliczności na miejscu. Nie chciałbym pozbawiać swojej podróży elementu spontaniczności. Zrobię wszystko, żeby zrealizować cały plan, jednak nie za cenę jej uroku.
W Ameryce Południowej zachodzą dynamiczne zmiany. Do głosu dochodzi ignorowana przez wiele lat rdzenna ludność indiańska. Być może to w tej chwili najbardziej dynamiczny i nieprzewidywalny kontynent na Ziemi. Od wydarzeń na nim zależy bardzo dużo. Nie będę unikał kontaktu z tubylcami. Chcę spędzić z nimi jak najwięcej czasu, porozmawiać o ich problemach, rozterkach i nadziejach.

Andrzej Muszyński

Strona wyprawy:
http://www.vuelt(...)ndex.php

dodal: cejot (15 kwietnia 2008)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony