Za półmetkiem

KOLOSY 2007 Dzień 2. Czar podróży.

W piątek tłumy jak zwykle na Kolosach szturmowały gdyńskie kino. Nikt chyba się nie zawiódł: Dzień Podróży tradycyjnie przyniósł z sobą feerię barw i dżwięków z całego świata.

Poza nielicznymi wyjątkami, większość prelekcji nie mogła pozostawić widza obojętnym. Słuchalismy więc opowiesci licznych rowerzystów. Samotnej Magdaleny Mokrzan w drodze przez Bałkany, Piotra Strzazysza, który za towarzystwem nie przepada, więc z przyjemnością samotnie przemierzał Himalaje - choćby w śnieżnych zaspach. Ruszył z Lhasy, gdzie pól roku wcześniej zostawił pod ścianą dworca rower. Ten zaś - przestał spokojnie pół roku - więc wystarczyło tylko wsiąść i jechać.
No i ta niesamowita Joanna Mostowska, która - jak zapewnia - na pierwszą swoją rowerową wycieczkę w życiu wybrała... Tybet. Trzy tysiące przejechanych kilometrów poprzez nawet ponad pięciokilometrowej wysokości przełęcze - na rowerze z pierwszego lepszego sklepu. Wybrała go ze względu na... kolor. Niewybredne dowcipy o blondynkach gasną jednak na ustach, wobec świadectw hartu jej ducha, odporności na głód i zimno - no i... masy szczęścia. Dodajmy, że bynajmniej nie rowerowe wyczyny były motywem przyjazdu panny Magdy w te strony. Ona tam przyjechała... uczyć się grać na bębnach!

Było też w piątek niemało śmiechu. Najpierw - podczas relacji z drugiej juz serii przygód ojca i syna Zańko, którzy wypróbowanym sposobem na stopa z workiem misiów pojechali tym razem badać życie Japończyków. Nieźle sie także ubawiliśmy oglądając kolejny rajd gdańskich motocyklistów - tym razem w drodze do Magadanu. Zrobiony "z jajem" film - to świadectwo podróżniczej fantazji i dobrej zabawy po drodze.

Było więc na co popatrzeć. Jeden jednak temat przebił pozostałe. To niezwykła wprost relacja z Papui, podczas której odbyliśmy istną podróż w czasie, oglądając widoki rodem z prehistorii: nagich ludzi z kamiennymi narzędziami w ręku i lasy drzewiastych paproci, które dotąd widzielismy tylko na rysunkach w szkolnych podręcznikach historii. Wszystko to w najdzikszych ostępach, niedostępnych - na szczęście! - dla turystycznej stonki. Byli tam Anna i Jakub Urbańscy; żyli z tymi ludźmi, mieszkając kilkanaście metrów nad ziemią w ich domach zbudowanych na... czubkach drzew. Po co? Ano - w celu ochrony przed... kanibalami z sąsiedztwa!!! Czy trzeba pisać więcej aby przekonać, że widzieliśmy coś niebywałego?!

dodal: cejot (8 marca 2008)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony