Pod klubową flagą. Piotr Opacian kajakiem przez Bajkał

Fragment zapisków z wyprawy kajakowej wzdłuż zachodniego brzegu Bajkału od Sludianki do Sewerobajkalska
Wstęp
Poniższy tekst, jak wskazuje tytuł, to tylko fragmenty mojego pamiętnika z wyprawy na Bajkał z roku 2006. Przepłynąłem to morze Syberii, jak nazywają Bajkał Rosjanie, samotnie kajakiem od Sludianki na południu do Sewerobajkalska na północy wzdłuż zachodniego wybrzeża. Zobaczyć Bajkał zawsze było moim marzeniem, więc kiedy znalazło się trochę wolnego czasu, wybrałem się na: ot taki "krótki wypad" na kajaki - obecnie moje ulubione zajęcie - żeby nie dać zgnuśnieć kościom. Dla Klubu Przygody starałem się wybrać te fragmenty, których nigdzie w prasie nie będę publikować - nie jest to więc dublowanie opowieści a można potraktować te zapiski jako materiał uzupełniający wspomniane artykuły.
14.07.
Na stacji w Sludiance spotykam studentów z Poznania. Szybka myśl i pytanie czy mają czas. Mają - nie ma na razie pociągów do Ułan Bator. Idziemy nad Bajkał. Tam zostawiam cały swój majdan pod ich opieką i idę w miasto. Załatwiam registrację na posterunku milicji u miłej pani urzędnik i robię wielkie zakupy. Po powrocie składam kajak i "moi studenci" testują Harpoona. W drogę! Mam mało czasu by przepłynąć na zachodni brzeg, robi się późno.
16.07.
Mijam dwie kobiety i jednego mężczyznę. Ich łódź wyciągnięta na kamienisty brzeg. Najprawdopodobniej turyści-wędkarze. Jedna z kobiet pędzi do namiotu po aparat i kiedy przepływam robi mi serię fotek - oh ta sława, nie spodziewałem się, że nawet na Syberii mnie będą rozpoznawać - ci dziennikarze potrafią się kamuflować J .
17.07.
Paskudnie pada od rana. Wyglądam przez szparę w namiocie i widzę Listwiankę na przeciwległym brzegu - kilka dobrych kilometrów. Dopiero po 12:00 zwijam obóz i w mżawce trawersuję zatokę Listwiennicznyj, chowam się za cypel i rozbijam namiot na przytulnej plaży.
19.07.
Docieram do delty Gołoustnej. Widzę trzech mężczyzn na brzegu, więc podpływam żeby zagadać. Wysilam swoją łepetynę, aby przypomnieć sobie coś ze szkoły podstawowej i średniej, gdzie język rosyjski bojkotowałem a tu słyszę język polski - no to trochę porozmawialiśmy. Opływając deltę wpadłem wprost w łapy wodnego patrolu milicji. Oj gdybym nie miał registracji to miałbym spore kłopoty!
21.07.
Dopływam do ujścia Buguldiejki - jakieś trzy kilometry w głąb lądu leży osada o tej samej nazwie zamieszkana tylko przez Buriatów, warto by kupić coś świeżego! Kajaka nie zostawię samego, ale widzę czterech "Nieburiatów" z namiotem i samochodem. Podchodzę i pytam czy nie popilnują mi kajaka - zgadzają się. Myślę przez chwilę i jakoś mi się ten pomysł nie podoba. Mogliby mnie zawieźć samochodem. Dla mnie łatwiej a i oni "nie znikną" w czasie mojej nieobecności. Zaczynamy pertraktować. Za cztery piwa jeden wiezie mnie do sklepu a reszta pilnuje kajaka - perfekcyjna organizacja! Chyba jestem zbyt podejrzliwy.
22.07.
To najtrudniejszy dzień! Wiało bardzo mocno cały dzień. Mimo to wyruszyłem w drogę. Nie chce się lądować na brzegu nawet za potrzebą kiedy jest to jednoznaczne z "załapaniem kupy" wody do kajaka na przybojówce, no ale przecież nie ma wyjścia. Tak naprawdę oczywiście jest - butelka, ale tego nie lubię. Po południu jest jeszcze gorzej. Płynę wzdłuż pionowych klifów bez żadnej możliwości lądowania. Nadchodząca fala atakuje odbite fale i kajak targany jest na wszystkie strony przez takie wyjątkowo nieregularne, złośliwe fale. Jedyne wyjście to odejść daleko od brzegu.
23.07.
Pierwszy raz rozbijam namiot na płaskim podłożu - na piaszczystej plaży na Olchonie, ale komfort! Zostawiam obóz i robię długą wycieczkę wzdłuż stepowych grani Olchonu.
25.07.
Miło sobie drzemię na skrawku piaszczystej mini-plaży, oczywiście jak zwykle na golasa. Plaża zamknięta z obu stron dość dużymi głazami, więc czuję się bezpiecznie, aż tu nagle wyrywa mnie z tej drzemki jakiś przytłumiony chichot. No skąd one się tu wzięły? Dwie młode dziewczyny! A ja leżę na wznak i jeszcze na dodatek najwyraźniej coś przyjemnego musiało mi się śnić.
27.07.
Płynę w stronę przylądka Arał. Na wodę schodzę już o 6:00. Jak zwykle mgła o tej porze; niestety niezwykle zimna. Wiosłuje cztery godziny bez przerwy, dokonując przeróżnych zabiegów, by rozgrzać mokre, przemarznięte palce. Wreszcie poddaję się i na brzegu rozpalam ognisko.
29.07.
Jest 22:37 a ja siedzę sobie przy stole i opisuję dzień przy lampie naftowej! Jest jeszcze lepiej! Dwa metry ode mnie huczy w piecu ogień a miłe ciepło rozchodzi się po całej zimowi. To pierwsza otwarta zimowia, którą z przyjemnością zasiedliłem na jedną noc. Położona jest bardzo urokliwie, niedaleko przylądka Szartłaj, a wyjątkowo kolorowy zachód słońca pogłębił jeszcze moje doznania estetyczne.
31.07.
Z wczoraj na dziś nocowałem znowu w zimowi - przed przylądkiem Bolszyj Sołońcowy. Nie jest widoczna z brzegu, ale strażnicy Rezerwatu Bajkalsko-Leńskiego poinstruowali mnie jak do niej dotrzeć. 50m od brzegu. Kajak wrzuciłem na wózek i w tajgę. Powiedzieli mi również, że często zachodzi tam niedźwiedź, więc trochę go wyglądałem w nocy - ale nic. Rano skonstruowałem sobie solidną "wybuchową" pochodnię i wybrałem się na spacer. Może go spotkam. Niestety znowu nic. A może dobrze, bo czy ta pochodnia-odstraszacz by mi pomogła?
01.08.
Rano, korzystając z tego że był silny wiatr ogoliłem sobie głowę. Często to robię na wyprawach - nie lubię zbyt obfitego owłosienia na sobie - wszystko gryzie i takie tam.
Około południa miałem najbliższe spotkanie z nerpą - endemiczną foką bajkalską - jakieś 10m - niewiarygodne! Morze dosyć mocno falowało. Wynurzyła się przed moim dziobem i jak to zawsze czynią oddychała rozglądając się wolno wkoło a ja się do niej zbliżałem. Jakimś zrządzeniem losu, zawsze kiedy spojrzała w moją stronę fale zasłaniały jej niski kajak. I naraz spojrzeliśmy sobie z bliska prosto w oczy, daję słowo, zamurowało ją. Jakieś tam ułamki sekundy, a może i więcej niż sekundę trwało zanim się zebrała i dała nura w głębiny.
03.08.
Budzę się rano i niestety ciągle pada. To moja druga noc u Iriny i Wołodii na Ełochinie. Fajnie jest jeden dzień posiedzieć gdzieś dłużej, ale potem to już mnie nosi. Mam nadzieję, że trochę przestanie padać - choćby na czas zwinięcia namiotu, jak będę już w kajaku do nie jest tak źle.
06.08.
Noc spędziłem w mojej trzeciej zimowi u wylotu Krasnego Jaru do Bajkału. Ten jar jest naprawdę przepiękny. Zimowia zupełnie nowa, musiała być postawiona w tym roku. Przed wypłynięciem zostawiam na stole puszkę tuszonki i sos knorra w podziękowaniu za tak schludne lokum. Blisko już do Sewerobajkalska, więc mogę sobie pozwolić na taką nonszalancję z przedostatnia puszką.
07.08.
Siedzę sobie na cyplu przed Sewerobajkalskiem i smutno mi - no cóż dopłynąłem! Pozostało tylko znaleźć jakieś dobre miejsce na brzegu i złożyć kajak.
Piotr Opacian

Prezentacja z wyprawy Piotra Opaciana - Bajkał Mały (*.pps 6mb)

Zobacz także:
Po Koperskim i Bochenku, teraz Piotr Opacian. Trzeci Kolos w naszym klubie!

dodal: cejot (11 stycznia 2008)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony