Po Koperskim, Bochenku i Milcarzu...

KOLOSY 2005 Piotr Opacian - czwarty Kolos w naszym klubie!

Ósme "Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów", siódma edycja prestiżowych nagród Kolosy - po raz pierwszy w największej sali kina w gdyńskim centrum kulturalno - handlowym. Przed rokiem tłumy chętnych oglądania wyczynów elity polskich podróżników odchodziły z kwitkiem spod Teatru Miejskiego w Gdyni. Aby tego uniknąć, tym razem wybrano niemal 600-osobową, a więc prawie dwukrotnie większą salę kina. I co? Bez zmian! Przez całe trzy dni imprezy pod drzwiami kina wił się gruby i długi na kilkadziesiąt metrów ogonek ludzi czekających na wolne miejsce na widowni. Na ogół cierpliwie, choć nie obyło się bez incydentów, kiedy co bardziej przedsiębiorczy próbowali wdzierać bocznym wejściem. Czujnym porządkowym - wolontariuszom z Polskiego Klubu Przygody - zdarzyło się wynosić "nielegalną" amatorkę podróżniczych opowieści, która rzuciwszy się na podłogę odmawiała powrotu do kolejki.
Zmiana warty
Tegoroczna edycja przebiegła pod znakiem dokonania się ostatecznej wymiany pokoleń. Podczas gdy w pierwszych latach na imprezie dominowali ludzie znani - jeśli nie powszechnie, to co najmniej od dawna będący gwiazdami tzw. środowiska - z czasem proporcje powoli się zmieniały. Tym razem byliśmy świadkami ostatecznego zwycięstwa "nowych twarzy". Najczęściej młodych, co zaowocowało między innymi coraz bardziej nowoczesnymi formami przekazu. Tradycyjne slajdowiska zastępowane są coraz częściej produkcją filmową - przy czym niektóre z prezentacji wkraczają już w rejony profesjonalizmu. Już w ubiegłym roku wyróżnił się na tym polu Arkadiusz Milcarz, zdobywca Kolosa w kat. Podróże. Tym razem filmową "gwiazdą" okazał się Marek Klonowski . Świetnie zmontowany i wzbogacony muzycznie materiał z wędrówki po USA i samotnych zmagań z górą Mc Kinley zapewnił mu status ulubieńca publiczności, która przyznała mu laur w głosowaniu na najlepsza prezentację. Do tego doszło zwycięstwo w konkursie foto. Ale nie Kolos! Tylko wyróżnienie - bo u większości członków Kapituły nieco szaleńcze poczynania młodego podróżnika wywołały opór przed promowaniem niepotrzebnego ryzyka.
Nasz człowiek na szczycie
Zresztą - rywal do cennej statuetki był "wagi ciężkiej". To Piotr Opacian (od niedawna nasz klubowy kolega J ), który pod patronatem Polskiego Klubu Przygody i redakcji "Poznaj Świat" eksploruje dziewicze niemal rejony Amazonii. W Gdyni, po przedstawieniu losów swej samotnej eskapady kajakiem w górę rzeki Madidi (opowiadał o tym przed paroma miesiącami na naszym klubowym spotkaniu w "Zejmanie") stał się murowanym faworytem: podkreślano prawdziwie odkrywczy charakter przedsięwzięcia, dokonanego w stylu przywodzącym na myśl wielkie wyprawy pionierów eksploracji Ameryki Południowej czy Afryki sprzed stuleci.
Pustynia przed rzeką
Mocną obsadę miała w tym roku kategoria Wyczyn Roku. Pretendentami do głównej premii byli zwłaszcza - obecny w tym numerze PŚ" - Marcin Gienieczko i Jakub Postrzygacz . Zwyciężył ten drugi, który przekonał jurorów morderczym wysiłkiem jaki włożył w samotne pokonanie pustynnych obszarów Australii. Zaś Marcin Gienieczko ma prawo czuć się rozczarowany: już druga wielka i długa wyprawa po potężnych kanadyjskich rzekach nie dała mu najwyższego lauru.
Na bezrybiu...
Inaczej - w żeglarstwie. Zdaniem niżej podpisanego, nie mieliśmy w tym roku powodu nagradzać Kolosem żadnego ze zgłoszonych rejsów. A jednak, po dłuższym wahaniu, nagrodę tę przyznano przedsięwzięciu dopiero co uznanemu także za Rejs Roku. Barbara Królikowska z załogą dokonała tego co piękne, lecz co czynią od wielu lat setki załóg na świecie.
Bez tlenu
To Marcin Miotk, pierwszy Polak na Evereście bez tlenowego wspomagania. Niewątpliwy wyczyn, na który jednak wybrzydzają co niektórzy, widzący w tego typu przedsięwzięciach poszukiwanie na siłę oryginalności. Cóż, skoro nie ma już dziewiczych wśród najwyższych szczytów - trudno się temu trendowi aż tak bardzo dziwić...
Nasi - obcy?
Po dwóch latach posuchy przyznano wreszcie Kolosa grotołazom. W tym roku - dla odmiany - obrodziło całkiem nieźle podziemnymi osiągnięciami. Mieliśmy wszak w stawce pretendentów m.in. autorów nowego polskiego rekordu głębokości. Pech Artura Nowaka i Łukasza Wojtowicza polegał jednak na tym, ze brali udział w wyprawie pod zagranicznym kierownictwem. Nie dla nich więc był Kolos, co po raz kolejny w ostatnich latach wzbudziło kontrowersje wokół kryteriów oceny takich przypadków.
Dwaj seniorzy
Na tle wspomnianej młodej fali wyróżnili się dwaj laureaci. Przede wszystkim - nagrodzony Superkolosem (tradycyjnie - za całokształt dorobku) Kazimierz Kowalski - który wprowadził do światowej speleologii techniki taternickie, odkrywca wielu jaskiń i autor w 1956 roku ówczesnego światowego rekordu głębokości - 1122 m.
Nagrodę Specjalną otrzymał inny pionier - Andrzej Urbanik - który od lat 60. przecierał polskim podróżnikom szlaki w szeroki świat, opracowując techniki organizowania zagranicznych wypraw w warunkach odizolowania i braku środków finansowych.
Kolosy humoru
Nie sposób nie wspomnieć o prelegentach godnych nieistniejącego Kolosa dla najlepszych mówców. Mam tu dwie kandydatury. W obu przypadkach chodzi o zaproszonych gości. Nie podejmuję się rozstrzygnąć, kto atrakcyjniej i dowcipniej opowiadał o swych podróżniczych perypetiach. Czy Wojtek Moskal , z pozoru mrukliwy wielbiciel chłodu, historii polarnej eksploracji i bojownik Greenpeace'u? Czy też może tandem Wiesław Burzyński i Michał Kochańczyk - którzy ku uciesze widowni przekomarzali się brawurowo, wspominając zwycięstwo sprzed lat nad Fitz Royem - nie pesząc się ani na moment piętnastominutową awarią obrazu.
Jest dobrze, chcemy lepiej!
Podsumowując - Kolosy mają się dobrze. Jako się rzekło - z każdym rokiem na finałach przybywa publiczności, zaś prestiż nagród od siedmiu lat nie doznał uszczerbku. Co roku też w spotkaniowym tłumie przewijają się licznie laureaci z lat poprzednich. Impreza dobrze służy integracji środowiska i propagowaniu podejmowania ambitnych przedsięwzięć. Przydałoby się wprawdzie popracować nad bardziej efektowna oprawą finałowej gali no i znalezieniem dla spotkań miejsca tyleż pojemnego, co nieskażonego komercją. Nigdy wszak nie jest tak, aby nie mogło być lepiej.
Janusz Czerwiński/"Poznaj Świat"

dodal: cejot (11 stycznia 2008)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony