Kajakarze z Wybrzeża zamordowani w Peru

fot. archiwum rodzinne

Informacje o śmierci podróżników potwierdził w rozmowie z Tokfm.pl dyżurny MSZ. Jarosław Frąckiewicz i jego żona Celina Mróz zostali zamordowani prawdopodobnie przez grupę mężczyzn Indian Ashaninkas. - Zostali zamordowani przez tubylców w pobliżu jednej z wiosek nad odnogą rzeki Ukajali - twierdzi informator TOK FM. - Zwłoki Indianie wrzucili do rzeki. Powodem była rzekomo legenda o białych kręcących się po okolicy i mordujących Indian - dodaje. Śledztwo w tej sprawie prowadzi lokalna prokuratura.

Jarosław Frąckiewicz był filozofem, emerytowanym wykładowcą Politechniki Gdańskiej. Jego żona, Celina Mróz, emerytowanym inżynierem budownictwa wodnego. Byli doświadczonymi kajakarzami z dwudziestoletnim stażem. Pokonali wspólnie rzeki m.in. w Egipcie, Indiach, Turcji, Kanadzie, Hiszpanii i Portugalii.

W Peru składanym kajakiem płynęli rzeką Urubamba. Pod koniec maja mieli pokonać kilkaset kilometrów rzeki Ukajali. 26 maja ostatni raz kontaktowali się z Polską.Prowadzili bloga. Ich ostatni wpis: "Dzisiaj rozpoczynamy spływ na Ukajali. Zobaczymy, jak będzie nam szło. Jeżeli do osady Bolognesi dopłyniemy w ciągu tygodnia, to damy radę dotrzeć do Pucallpa w terminie. Celinka i Jarek". Byli wówczas w Atalaya, niewielkim mieście leżącym przy ujściu Urubamby do Ukajali. Ostatnim miejscem w którym ich widziano jest osada Tahuania, w dystrykcie Bolognesi. Mieli wrócić do Polski 20 czerwca. Sprawą zajęły się dyplomaci. Zaginięcie podróżników wywołało zaniepokojenie całego środowiska podróżniczego. Dzięki zebranym funduszom rodzina i przyjaciele kajakarzy organizowali akcję poszukiwawczą wzdłuż Ukajali. Akcję prowadzono także na Facebooku .

Na razie nieznane są szczegóły tragedii. Wiadomo, że wcześniej Indianie niejednokrotnie pomagali im w czasie podróży. Podróżnicy sami o tym pisali w jednym z ostatnich wpisów w swoim blogu: "Kiedy zbliżaliśmy się do ujścia (rzeki Urubamba - red.), podeszła do nas piroga na motorku. Jej załoga zaoferowała nam doholowanie do samej Atalaya, gdyż jej zdaniem, dojście pod prąd na wiosłach jest niemożliwe. Ufając w doświadczenie miejscowych, przystaliśmy na propozycje, lekko zbijając cenę. Z kajaka przeszliśmy na pirogę i wiążąc kajak do jej lewej burty, ruszyliśmy w drogę. Rzeczywiście, nurt Ukajali był niezwykle silny. Szedł brzegiem długich kamienistych plaż. Walcząc cały czas z prądem, piroga podeszła na wysokość miasta Atalaya i promując się pod prąd, doszła do małej przystani. Pomyśleć tylko, ze znowu nam się udało. (...) Zaoszczędziliśmy masę sił i czasu, a na dodatek przepłynęliśmy piroga kawał drogi. Bez Indian trudno jest na Urubambie.

Źródło: Tokfm.pl

dodal: witek (22 czerwca 2011)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony