Pod klubową flagą

Aconcagua 2010

Krótka relacja z wyprawy

Nasza wyprawa na poważnie rozpoczęła się w Los Penitentes, miejscowości położonej na wysokości 2700 m.n.p.m w której rozpoczęliśmy aklimatyzację. W Andy dotarliśmy bez większych przeszkód, pomijając wypadek autobusu, którym jechaliśmy z Buenos Aires do Mendozy. Nasz autobus zderzył się z ciężarówką, co mogło się dla nas źle skończyć bo zbiła się przednia szyba i pospadały na nas kawałki szkła. Na szczęście skończyło się na drobnych skaleczeniach i po zmianie autobusu nasza podróż odbywała się bez przeszkód

Po przybyciu do Los Penitentes zrobiliśmy kilka wycieczek aklimatyzacyjnych i zasięgnęliśmy języka w kwestii pogody na szczycie. Niestety od ekip schodzących z góry dochodziły nieciekawe informacje. Od dłuższego czasu pogoda była bardzo kapryśna i w styczniu mało komu udało się wejść na szczyt.

Na trasę wyruszyliśmy 1 lutego z lekkimi (około 15 kilogramowymi) plecakami. Resztę bagażu (60 kilogramów) - głownie jedzenie i paliwo, a także ciężki sprzęt - buty wysokogórskie (tzw. skorupy), raki, namiot "nadaliśmy" na muła. Po trzech dniach wędrówki w palącym słońcu i porywistym wietrze dolinami Vacas i Relinchos dotarliśmy do bazy pod Aconcagua - "Plaza Argentina", położonej na wysokości około 4200 m.n.p.m.

Od tego momentu rozpoczęła się nasza akcja górska, polegająca na stopniowym zdobywaniu wysokości, wnoszeniu do góry tzw. depozytów i zakładaniu obozów. Polega to na tym, że najpierw wnosi się do obozu część sprzętu i wraca na noc niżej, a kolejnego dnia przenosi obóz w miejsce, gdzie trafił depozyt. Tego typu działanie ułatwia aklimatyzacje i pozwala zachować siły na atak szczytowy. Pierwszy obóz - tzw "Campo 1 Polaco" znajduje się na wysokości około 5000 m.n.p.m, a drugi obóz "Campo 2 Polaco" na wysokości 5800 m.n.p.m.

Największą trudność podczas podejścia sprawiały nam Penitenty, czyli skupiska lodowych stożków, przez które trzeba się było przedzierać, co było bardzo męczące.

Do ataku szczytowego przystąpiliśmy 11 lutego o 5 rano. Pierwsze 2 godziny zajęło nam dotarcie do Rocas Blancas, gdzie łączy się szlak z doliny Relinchos, ze szlakiem z doliny Horcones (tzw. drogą normalną, którą wchodzi 70% osób atakujacych szczyt) . Początkowo mieliśmy pewne trudności z obraniem właściwego kierunku w związku z kompletnymi ciemnościami i brakiem ścieżki. Na szczęście około 7 zaczęło świtać, zrobiło się trochę cieplej i szło się zdecydowanie łatwiej. Podejście nie było bardzo trudne techniczne, cały szlak wiódł ścieżką po zmrożonym śniegu. Największym problemem byłą walka ze zmęczeniem, spowodowanym bardzo dużą wysokością. W tych warunkach każdy krok był ogromnym wysiłkiem, do którego trzeba się było motywować, bo nogi były jak z waty. Pod koniec nie udawało się zrobić więcej niż kilka kroków pod rząd. Na szczycie Aconcagua na wysokości 6962 m. n p m stanęliśmy o około godziny 16. Prognozy się sprawdziły - świeciło słońce i nie było wiatru - pogoda była idealna, ze szytu rozpościerał się wspaniały widok na wszystkie strony świata.

W związku z późną godziną i nasilającym się zmęczeniem zdecydowaliśmy o szybkim zejściu na dół. Niestety skończyła nam się woda, co spowodowało odwodnienie organizmów i zmusiło do jedzenia śnieg. Wyczerpani dotarliśmy do obozu około 20:30 już po zachodzie słońca.

Droga powrotna do wyjścia z doliny Vacas - około 50 km zajęła nam trzy dni i zabrała nam resztki sił. Pozostała satysfakcja z osiągnięcia celu - czyli zdobycia góry, a także wspaniałe wspomnienia zarówno zapierających dech w piersiach widoków jak i wspaniałych ludzi spotkanych po drodze na szczyt.



Obrazek

CEL WYPRAWY:

Zdobycie należącego do Korony Ziemi szczytu Aconcagua (6962 m n.p.m.), najwyższego szczytu Ameryki Południowej, a zarazem najwyższego znajdującego się poza Azją.

UCZESTNICY WYPRAWY:

Obrazek

Michał Włoch

Z wykształcenia geograf i socjolog, zawodowo bankowiec. Członek-założyciel Polskiego Klubu Przygody. Każdą wolną chwilę stara się wykorzystać na 100%. W zależności od panującej aury biega, jeździ na rowerze, na nartach lub snowboardzie. Urlop, którego często mu brakuje (i musi posiłkować się bezpłatnym) wykorzystuje na wędrówki po najciekawszych miejscach planety. Po kilku trekkingach w Himalajach i przeczytaniu "Into thin air" Jona Krakauera, podjął decyzję, by sprawdzić się na naprawdę wysokiej górze.

Obrazek

Wojciech Zwierzyński

Jest absolwentem Wydziału Ekonomicznego na Uniwersytecie Gdańskim. Pracuje w dziale finansowym jednej z firm w Gdańsku. Trzy największe jego pasje to podróże, góry i fotografia. W ciągu ostatnich kilku lat udało mu się odwiedzić dwukrotnie Nepal i przemierzyć kilka tras trekkingowych w Karakorum. Podróżowanie pozwala mu zagłębić się w atmosferę odwiedzanych miejsc, poznać kulturę i obyczaje ludzi tam mieszkających. Góry to piękne, dramatyczne krajobrazy, obcowanie z dziką i surową naturą, ale także sprawdzenie swoich możliwości, walka z napotkanymi przeciwnościami, a czasem z samym sobą. To wszystko próbuje pokazywać na swoich fotografiach. Prace te prezentował między innymi w ramach Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów Kolosy 2008. Jest członkiem Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto.


PARTNERZY WYPRAWY:

Obrazek

Obrazek

PARTNERZY MEDIALNI:

Obrazek

Obrazek

Oficjalna strona wyprawy: http://www.aconcagua2010.pl.

dodal: Witek (26 marca 2010)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony