Pod naszym patronatem

Patagonia 2008 - rok później

PROJEKT NAUKOWY WSPARTY FINANSOWO PRZEZ UNIWERSYTET WARSZAWSKI

Patagonia 2008

24 listopada minął rok od początku projektu młodych geografów, który został objęty przez Polski Klub Przygody patronatem. Przypomnijmy...


Małgorzata Brzózka (studentka Zakładu Ameryki Łacińskiej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego) i Cezary Warś (absolwent Wydziału Oceanografii i Geografii Uniwersytetu Gdańskiego) wybrali się w czteromiesięczną podróż do Ameryki Południowej. Priorytetem było przeprowadzenie badań niezbędnych do napisania pracy magisterskiej przygotowywanej w warszawskim Zakładzie Ameryki Łacińskiej. Przedmiotem badań była turystyka plecakowa (popularnie zwana backpackingiem), niewyczerpująco opisana dotychczas w literaturze naukowej. Projekt współfinansowany był przez Uniwersytet Warszawski.

Celem projektu było zbadanie możliwości rozwoju turystyki plecakowej w argentyńskiej części Patagonii. Na obszarze całej Patagonii argentyńskiej przeprowadzono pięćdziesiąt wywiadów z turystami uprawiającymi backpacking. Respondenci odpowiadali na pytania podzielone na cztery bloki tematyczne (cechy osobiste, aktywność turystyczna, charakterystyka podróży po Patagonii argentyńskiej oraz ocena warunków panujących w Patagonii argentyńskiej pod kątem uprawiania turystyki plecakowej). Odpowiedzi i opinie badanych dały podstawy do stworzenia definicji turystyki plecakowej oraz turysty plecakowego, które opublikowane zostaną w pracy magisterskiej studentki Zakładu Ameryki Łacińskiej. Ponadto analiza statystyczna dała podstawy do wnioskowania na temat możliwości rozwoju tego typu turystyki w regionie Patagonii argentyńskiej.

Pośród badanych turystów przeważali mężczyźni. Były to głównie bezdzietne osoby o wyższym wykształceniu, mieszkające w dużych miastach (powyżej 500 000 mieszkańców) i mające niekoniecznie niskie dochody. Cechy, jakimi charakteryzuje się turysta plecakowy to otwartość, głód przygód, pogoda ducha, ciekawość świata a także odwaga, zaradność oraz brak wygórowanych wymagań. Turystykę plecakową postrzegają jako przeważające lub wręcz jedyną formę podróżowania, nie ukrywają chęci dalszego podróżowania w ten sposób i przyznają, iż robią to głównie ze względu na chęć przeżycia przygody, nie zaś na niskie koszty. Respondenci korzystają z najtańszych, dostępnych usług turystycznych w Patagonii - żywność kupują w supermarketach, nocują na campingach lub w hostelach, podróżują autokarami lub autostopem. Większość z nich przyznaje się do znajomości portali społecznościowych jak Couch Surfing lub Hospitality Club (portale tego typu, oparte na bezinteresownej pomocy, umożliwiają podróżnym darmowe noclegi u innych członków portali zamieszkujących najodleglejsze zakątki świata). Większość badanych podróżuje w towarzystwie drugiej osoby, a ich wyjazd przeważnie trwa ponad trzy miesiące. Za najatrakcyjniejsze miejsca w Patagonii wybrano Park Narodowy Los Glaciares, rezerwat faunistyczny na Półwyspie Valdés i Ziemię Ognistą. Wyniki prowadzonych badań potwierdziły bardzo wysoką atrakcyjność regionu a także dobre nastawienie ludności miejscowej do turystów plecakowych. Według badanych Patagonia spełnia oczekiwania turysty plecakowego, a turyści będący innego zdania za główny argument podają wysokie ceny w Patagonii, które niejednokrotnie były przyczyną zmian planów podczas podróży. Największe wrażenie na turystach wywarły krajobrazy, przestrzeń i wiatr.

NIE SAMĄ NAUKĄ STUDENT ŻYJE

Oprócz obowiązków wiele czasu poświęciliśmy na spełnianie marzeń. Backpacking jest możliwością sprawdzenia się, zmusza do wiary we własne siły. Jest wolnością pełną spontaniczności, oderwaniem się od codziennego, schematycznego życia. Jest sposobem na nie. Gdy lecieliśmy nad Oceanem Atlantyckim na sekundę nie opuszczały nas wyobrażenia, jak to będzie na miejscu. Lecieliśmy tam po pierwszą przygodę życia. Nie zawiedliśmy się.

Patagonia otworzyła przed nami swoje nieograniczone przestrzenie. Przemierzając setki, tysiące kilometrów południowo argentyńskich pustkowi czuliśmy się wyjątkowo. Wyjątkowy był codzienny, silny wiatr nie dający chwili wytchnienia, wyjątkowe było roziskrzone gwiazdami nocne niebo Patagonii - nieznane dotychczas gwiazdozbiory zdawały się być na wyciągnięcie ręki. I ta przestrzeń, nie do ogarnięcia. Czuliśmy się, jakbyśmy byli sami na świecie. Szczęśliwi, zafascynowani tym, co nas otacza. A krajobrazy patagońskie są tak spektakularne, że człowiek czuje się nieporównywalnie mały do sił natury.

Największe wrażenie wywarł na nas (zresztą tak, jak na większości turystów biorących udział w badaniu) Park Narodowy Los Glaciares. Położony jest on w południowo-zachodnim krańcu prowincji Santa Cruz, przy granicy z Chile. Ściąga mniej i bardziej profesjonalnych amatorów gór z całego świata.
Szczyty parku Los Glaciares - w szczególności Cerro Torre (3102 m n.p.m.) i Fitz Roy (3405 m n.p.m.) - uważane są za jedne z najtrudniejszych na świecie do zdobycia, nie tylko ze względu na strzelisty kształt, ale i zmienne warunki pogodowe. Pierwszymi, którzy zdobyli szczyt Fitz Roy byli Lionel Terray i Guido Magnone (1952 r.). W przypadku Cerro Torre określenie pierwszych zdobywców szczytu nie jest wyjaśnione, jednak przyjęto, że byli to Daniele Chiappa, Mario Conti, Casimiro Ferrari i Pino Negri, dopiero w 1974 r.

Na pograniczu Argentyny i Chile znajduje się największy po Antarktydzie i Grenlandii lądolód - Campo de Hielo Patagónico Sur - Południowy Lądolód Patagoński. Obejmuje około 16 800 km2, z czego ponad 2 500 km2 leży po argentyńskiej stronie. Pośród największych lodowców odchodzących od lądolodu i spływających do patagońskich jezior jest lodowiec Perito Moreno. Szerokość czoła lodowca sięga 5 km, wysokość natomiast 60 - 70 m. Kiedy staliśmy niewiele ponad poziomem jeziora Argentino widok był zniewalający. Przed nami ściana biało-błękitnego lodu. Co chwila rozlegają się przeszywające na wskroś trzaski a odłamane bloki lodu z impetem wpadają w granatowe wody jeziora. Widok z wyżej położonego miejsca odbiera mowę… Lodowiec wygląda, jakby spływał z nieba.

Niepowtarzalna jest również fauna patagońska, a miejscem, które miłośnik zwierząt powinien odwiedzić jest Półwysep Valdés (rezerwat faunistyczny wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO) z niewielką wioską Puerto Pirámides, utrzymującą się z turystów pragnących uczestniczyć w życiu dzikich zwierząt. Obserwowanie zachowań wielorybów z łodzi, delfiny, orki i ich specyficzny dla tego regionu sposób polowania (wybrzeża Patagonii to jedyne miejsce na świecie, w którym orki polując wpływają na plażę), lwy i słonie morskie, pancerniki, lisy, guanako. I niezliczone gatunki ptactwa. A wśród nich warty wspomnienia pingwin magellański…

200 km na południe od Półwyspu Valdés znajduje się niewielki półwysep Punta Tombo - rezerwat obejmujący ochroną wielką kolonię pingwinów magellańskich (około 175 000 par). Mimo, że jest jedną z większych atrakcji prowincji Chubut i jest odwiedzany przez wielu turystów, czuliśmy się, jakbyśmy byli z pingwinami sam na sam. Spędziliśmy z nimi kilka godzin odnosząc często wrażenie, że jesteśmy tu po to, by one mogły nas oglądać. Przechadzały się chwiejnym krokiem razem z nami wytyczonymi alejkami. Słuchaliśmy ich nawoływań, obserwowaliśmy karmienie młodych, codzienną kosmetykę i sjestę w ziemnych norach, które służą im za schronienie. Wszystko na silnym wietrze i w palącym słońcu, bez krzty cienia. Zachowania pingwinów były tak ludzkie, zabawne i fascynujące, że kilka godzin spędzonych z nimi wydało nam się zbyt krótkie.

To tylko dwa przykłady miejsc, których odwiedzenie jest marzeniem wielu turystów. Patagonia argentyńska to powierzchnia ponad dwukrotnie większa od powierzchni Polski, atrakcyjne miejsca można więc mnożyć w nieskończoność. Dziesięć parków narodowych, rezerwaty, pomniki przyrody. Ciągnące się kilometry tras trekkingowych, szeroka oferta z zakresu turystyki przygodowej, wyzwania dla turystów plecakowych, wspinaczy, rowerzystów, motocyklistów ale i autostopowiczów…

Patagonię zamieszkuje około 800 000 osób. Nie trudno sobie więc wyobrazić, jak wygląda ruch samochodowy w tym regionie. Droga krajowa nr 3 i nr 40 to główne arterie przecinające Patagonię z północy na południe. Pierwsza biegnie wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Na niemalże całej długości (poza pewnymi odcinkami na Ziemi Ognistej) ma powierzchnię asfaltową w całkiem dobrym stanie a natężenie ruchu daje autostopowiczom nadzieję. Na Ziemi Ognistej i w okolicach Cieśniny Magellana autostop całkiem skutecznie odgrywał swoją rolę. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku słynnej drogi nr 40, którą Patagonię przemierzał sam Ernesto Che Guevara. Kilkukrotnie musieliśmy zmieniać plany z powodu braku ruchu. Droga nr 40 ciągnie się wzdłuż podnóża Andów i łączy jedne z najpiękniejszych miejsc Patagonii. Jednak poruszanie się nią jest istną udręką, co potwierdzą nie tylko rowerzyści i motocykliści, ale także kierowcy samochodów terenowych lub autokarów. Ogromne odległości bez jakichkolwiek śladów życia po drodze, kamienista, nieprzyjazna dla opon nawierzchnia a do tego wszystkiego jednostajny, silny wiatr.

Przed nami rozciąga się widok na majestatyczne szczyty Fitz Roy i Cerro Torre, ponad naszymi głowami krążą rozkoszujące się patagońskim wiatrem kondory andyjskie. My na poboczu zastygnięci w pozycji autostopowicza. Cierpliwość i nadzieja z biegiem kolejnych godzin wygasają, ale jeszcze nie dajemy za wygraną. Owszem, mieliśmy propozycje składane przez kierowców, lecz niestety kierunki naszych podróży nie pokrywały się, a wszystko przez to, że chcieli oni za wszelką cenę ominąć drogę biegnącą u podnóża Andów - o której przemierzeniu my tak marzyliśmy! Zza zakrętu wyłania się sylwetka turysty zmierzającego w naszą stronę. Kiedy nas mija rzucamy na niego okiem… Nasz znajomy? Nie. To niemożliwe - jesteśmy w Patagonii, na pustkowiu, na krańcu świata! Czterdzieści minut później tkwimy w tej samej pozycji autostopowicza i z tym samym skutkiem. Turysta wraca… i nagle poczuliśmy się, jakbyśmy śnili. STEFAN?! Tak - nasz znajomy z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Tego dnia stopa nie złapaliśmy.

POZA PATAGONIĄ

Nie bylibyśmy geografami, gdybyśmy nie odwiedzili innych, fascynujących miejsc, nie tylko w Argentynie. W chilijskim Parku Narodowym Torres del Paine, graniczącym i porównywanym z argentyńskim Los Glaciares na trasach trekkingowych mieliśmy okazje sam na sam obcować ze stadami guanako. W Santiago de Chile podążaliśmy śladami polskiego geologa i naukowca Ignacego Domeyki, który ma wielkie zasługi w tym kraju, zarówno w dziedzinie geologii, przemysłu jak i edukacji. Staliśmy u stóp dachu obu Ameryk - Aconcagua hipnotyzowała swoją masywną sylwetką. Degustowaliśmy wina odwiedzając argentyńskie bodegi w najbardziej znanym południowoamerykańskim regionie winiarskim - Mendozie. Stawialiśmy pierwsze kroki tanga pod okiem argentyńskich i urugwajskich tancerzy. I przeżyliśmy niezapomniany, jedyny w swoim rodzaju karnawałowy tydzień w Boliwii…

Jeśli jesteście zainteresowani dlaczego Boliwia tak utkwiła nam w pamięci, zapraszamy do przeczytania artykułu "Sjesta, koka i karnawał" dostępnego na stronach Polskiego Klubu Przygody

Małgorzata Brzózka, Cezary Warś

dodal: cejot (21 grudnia 2009)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony