Na ścieżkach przygody

SYBERIA 2009

Europejska Szkoła Hotelarstwa, Turystyki i Przedsiębiorczości w Sopocie
Sopot, ul. Zamkowa Góra 25

Lokalizacja: http://maps.(...);iwloc=A

22 października 2009, godz. 19:00


Polski Klub Przygody we współpracy z Europejską Szkołą Hotelarstwa, Turystyki i Przedsiębiorczości w Sopocie inaugurują kolejny sezon spotkań z cyklu "Na ścieżkach przygody". W czwartek, 22 października 2009 r. o godz. 19:00 gośćmi wieczoru będą uczestniczki wyprawy SYBERIA 2009 ze Studenckiego Koła Naukowego Turystyki ESHTiP.

Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do budynku uczelni mieszczącego się w Sopocie przy ul. Zamkowa Góra 25 (obok Aqua Parku, SKM Sopot Kamienny Potok).



SYBERIA 2009
pod patronatem Polskiego Klubu Przygody


Pierwsze kilometry…
18 lipca 2009

Nadszedł długo wyczekiwany przez nas dzień… Wyruszamy na Syberię!

Późnym wieczorem spotkaliśmy się na dworcu w Gdyni Głównej. Trzeba przyznać, że start nie był za ciekawy. W strugach deszczu usiłowaliśmy znaleźć wolny przedział w pociągu jadącym do Warszawy. Po kilkunastu minutach biegania po peronie uzmysłowiliśmy sobie, że czeka nas podróż w korytarzu. Nasze ogromne plecaki wypełniły po sufit pomieszczenie WC, a my sami rozlokowaliśmy się w przejściu między wagonami. Te niedogodności nikomu jednak nie przeszkadzały, bo atmosferę rozładowaliśmy śpiewem przy dźwiękach gitary.

W Warszawie byliśmy nad ranem. Dalsza trasa wiodła z przesiadkami na granicy w Terespolu, Brześciu, skąd dotarliśmy do Mińska.


W stolicy Białorusi
19 lipca 2009

Na zwiedzanie stolicy Białorusi mieliśmy kilka godzin. Jednak na wycieczkę wyruszyliśmy dopiero późnym wieczorem. Wcześniej bowiem nad miastem przeszła potężna ulewa. Miłym zaskoczeniem był dla nas fakt, że wszystkie budynki w centrum były iluminowane, co potęgowało jeszcze wrażenie wielkości tych obiektów. Zdziwienie wywołało w nas również, że wszystkie ulice, skwery, czy podwórka były zadbane. Około północy siedzieliśmy już w pociągu do Moskwy. Zmęczenie zrobiło swoje. Zasnęliśmy momentalnie.


Najludniejsze miasto Europy
20-21 lipca 2009

Noc minęła nam wygodnie i szybko. Nad ranem byliśmy już w Moskwie - największym mieście Europy, liczącym ponad 10 milionów mieszkańców. Nasz hostel mieścił się w bardzo dobrej lokalizacji. Dojście do centrum zajmowało nam zaledwie kilka minut. Po zakwaterowaniu się wyruszyliśmy z ciekawością na zwiedzanie miasta. Pierwszym szokiem były dla nas samochody jeżdżące po ulicach. Były to w dużej mierze auta najdroższe, które wcześniej mogliśmy pooglądać jedynie w katalogach, czy reklamach. Bogaci Rosjanie w ten sposób okazują swój status materialny.

Podążając ulicami Moskwy doszliśmy do Placu Czerwonego i Kremla- historycznego centrum miasta, które zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. I słusznie, bo miejsce te jest cudowne. To tu znajdują się najcenniejsze zabytki stolicy. Jednym z nich jest Mauzoleum Lenina, gdzie spoczywa zabalsamowane ciało wodza rewolucji październikowej, w którym mieliśmy możliwość być. W pobliżu znajduje się Cerkiew Wasyla Błogosławionego i otoczony murami Kreml - oficjalna siedziby prezydenta Rosji. Nieco dalej odrestaurowany Sobór Kazański, powstały jako dziękczynienie za wypędzenie polskich oddziałów w 1612 r. Stronę północną placu zajmuje Państwowe Muzeum Historyczne. Plac ten jest miejscem, gdzie odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe. Stąd rozchodzą się promieniście główne arterie komunikacyjne miasta. Jest więc bez wątpienia sercem Moskwy, a także i całej Rosji.

Zagłębiając się w nieznane ulice miasta podziwialiśmy ich architekturę. Moskwa to miasto potężnych budynków, których na swojej trasie mijaliśmy wiele. Warto wspomnieć o Cerkwi Chrystusa Zbawiciela - największej cerkwi prawosławnej na świecie, do której niestety nie każdy z nas mógł wejść ze względu na nieodpowiedni strój (trzeba było mieć zasłonięte ramiona i kolana). Nie mogliśmy nie przejść się słynną ulicą Arbat, głównym deptakiem miejskim. Kolejnego dnia skorzystaliśmy również z rejsu statkiem rzeką Moskwa, który w dużym stopniu przybliżył nam kolejne atrakcje - przepiękne budowle, mosty, malownicze krajobrazy. Wieczory w Moskwie spędzaliśmy w hostelu, przy wspólnych pogaduchach, śpiewach i zdarzało się tańcach…

Moskwa zachwyciła nas feerią barw i świateł, bogactwem i przepychem sklepów, eleganckich lokali, jak również niezliczonymi zabytkami, muzeami, czy wystawami. Słowem, to tu koncentruje się życie kulturalne i naukowe Rosji.


W kolei transsyberyjskiej
22 -25 lipca 2009

Po południu, piątego dnia naszej wyprawy, czekała przez wszystkich wyczekiwana podróż koleją transsyberyjską. Po okazaniu biletów prowadnicy (konduktorce), każdy z nas ulokował się na swoim miejscu. Niektórzy trafili do przedziałów z całkiem nieznanymi ludźmi, co okazało się niezmiernie przydatne. Dzięki temu zawarło się nowe znajomości, no i podszkoliło język. Trzeba przyznać, że ciężko było nam się dostosować do pory dnia i nocy. Przemierzając setki kilometrów dziennie, a tym samym różne strefy czasowe, przestaliśmy zwracać uwagę na czas. Kierowaliśmy się jedynie wschodem i zachodem słońca.

W ciągu dnia graliśmy w karty, czytaliśmy przewodniki, konsumowaliśmy typowo rosyjskie jedzenie, które zakupywaliśmy na stacjach od "babuszek", obowiązkowo parzyliśmy czaj (herbatę. Wieczory kończyliśmy zaś na wspólnym śpiewaniu, często z naszym rosyjskimi współtowarzyszami. Krajobraz przez większość drogi niewiele się od siebie różnił. Bezkresne połacie iglastych lasów (tajgi) poprzerywane czasami zabudowaniami poszczególnych miejscowości. Dopiero gdy dojeżdżaliśmy na północ Bajkału, mogliśmy podziwiać urokliwe górskie krajobrazy.


Na północy Bajkału
26 lipca 2009

Około południa dojechaliśmy do miasta docelowego- Siewierobajkalska, położonego jak sama nazwa wskazuje na północnych krańcach Jeziora Bajkał. Po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku w "hostelu" udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Okazało się ono być mało interesującym szarym blokowiskem, z praktycznie wymarłymi ulicami.

Jednak to nie miasto jest główną atrakcją tego regionu. Idąc spacerkiem dotarliśmy nad Bajkał, który zrobił na nas piorunujące wrażenie. Bardziej przypominał nam morze, aniżeli jezioro. To najstarsze i najgłębsze (1680 metrów) jezioro na świecie, rozciągające się na długości ponad 660 kilometrów. Posiada 27 wysp i jest otoczony licznymi pasmami górskimi. Unikatowość tego miejsca dostrzeżono poprzez wpisanie go na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO.


Przylądek Katielnikowskij
27-30 lipca 2009

Kolejne dni okazały się być dla nas prawdziwą, syberyjską przygodą. Najpierw wynajętym busikiem dojechaliśmy do miejscowości Bajkalskoje, gdzie kończy się droga. Tam czekał już na nas kapitan Pietrow. To z nim popłynęliśmy na Przylądek Katielnikowskij. Rejs co dla niektórych był niesmaczną przygodą. Z powodu silnego wiatru mocno kołysało kutrem, przez co dużo wody dostało się na pokład zalewając nasze plecaki i znajdujące się w nich rzeczy. Gdy dotarliśmy na miejsce, rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy suszyć zmoknięte ubrania, śpiwory… Rozbiliśmy także obóz i zabraliśmy się do przyrządzania wspólnego posiłku. Wieczorem czekała na nas prawdziwa atrakcja… Spacer do naturalnych, gorących źródeł, które znajdowały się kilkaset metrów od naszej bazy. Woda o temperaturze 40-50 stopni Celsjusza, a do tego przepiękny widok otaczających nas gór, lasów i zachodzącego słońca nad Bajkałem wprowadził nas w stan euforii.

Następny dzień zaskoczył nas przepiękną pogodą. Gdy wyruszaliśmy z Polski nasi znajomi dziwili, że jedziemy do mroźnej Syberii. Tymczasem latem jest tu często upalnie, o czym mogliśmy przekonać się na własnej skórze. Temperatura przekraczała niekiedy 35 stopni Celsjusza… Postanowiliśmy to wykorzystać i cały dzień spędzić na kamienistej plaży.

Kulminacją naszego pobytu w tym rejonie była całodzienna wycieczka w Góry Bajkalskie. Niektórzy z nas długo będą wspominać ten dzień… Trudy wędrówki rekompensowały nam jednak niesamowite widoki i dzika przyroda. Szczególne wrażenie zrobił na nas przełom rzeki Kurkuły, gdzie spieniona woda przeciska się przez potężny grzbiet górski.

Warto również wspomnieć, o codziennych rytuałach… Takich jak mycie się w kilkustopniowej wodzie Bajkału, sporządzanie wspólnych posiłków nad ogniskiem, czy śpiewaniem przy dźwiękach gitary. Było to miejsce odizolowane od ludzkości, gdzie polegaliśmy wyłącznie sami na sobie. Dzięki temu każdy z nas przywiózł jakieś nowe doświadczenia.


Syberyjska wieś
30 lipca 2009

Ze smutkiem opuszczaliśmy te niesamowite miejsce. Rejs tym razem minął nam przyjemnie. Po kilku godzinach dopłynęliśmy do Bajkalskoje - typowej syberyjskiej wsi położonej nad Bajkałem. To tu poczuliśmy, że jest ogromna różnica między zachodnią a wschodnią częścią Rosji. Wydawało się nam, że życie zatrzymało się tu w miejscu. Ludzie mieszkają w drewnianych domach, za środek transportu służy im zdezolowany motor, a utrzymują się z tego co da im ziemia i Bajkał.

Po południu w okolicach miejscowości rozbiliśmy kolejny obóz. Tym razem mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze czym są owady, przed którymi nas tyle ostrzegano przed wyjazdem. Niezliczone ilości komarów, meszek i innych insektów dały się niektórym dość mocno we znaki…


Południowy Bajkał
31 lipca - 2 sierpnia 2009

Z rana wyruszyliśmy w kierunku Irkucka. Czekała nas znowu wielogodzinna podróż… W mieście nie zabawiliśmy jednak długo. Na zwiedzanie miał być czas w drodze powrotnej.

Wynajętym busikiem dotarliśmy do miejscowości Listwianka, położnej w pobliżu miejsca gdzie rzeka Angara bierze swój początek z Bajkału. To najpopularniejsza miejscowość turystyczna nad brzegiem jeziora, która swój rozwój zawdzięcza planowanej wizycie prezydenta Eisenhowera. Politycy również i dziś często zaglądają w te strony. Podczas naszego pobytu we wsi przebywał premier Putin...

Listwianka nie jest zbyt atrakcyjnym miejscem. Pełno tu turystów i jest bardzo drogo. Miejscowość składa się właściwie z jednej ulicy, która ciągnie się wzdłuż brzegu Bajkału. Nam jednak udało się za wsią, na wzgórzu, znaleźć urokliwe miejsce, gdzie rozbiliśmy obóz. Dzień upłynął nam na kąpielach, opalaniu się. Wieczorem zaś udaliśmy się na zwiedzanie i zakup pamiątek.

W południe kolejnego dnia byliśmy już z powrotem w Irkucku. Miasto te należy do najstarszych ośrodków na Syberii. Przez wiele lat było miejscem zsyłek naszych rodaków. Szczególne wrażenie zrobiła na nas drewniana zabudowa, która często liczyła sobie ponad 150 lat. Podczas wędrówki przez miasto zwiedziliśmy również Sobór Objawienia, Kościół Polski oraz inne mniej znane miejsca.


Nad brzegiem Jeniseju
3-4 sierpnia 2009

Z Irkucka do Krasnojarska jechaliśmy około 15 godzin. Krasnojarsk to trzecie co do wielkości miasto Syberii, położone nad rzeką Jenisej. Jedynym interesującym obiektem był tu dworzec kolejowy, który całkowicie odbiegał architekturą od monotonnej, betonowej zabudowy miasta. Zresztą tego typu miast w Rosji jest zdecydowana większość.

Tutaj spędziliśmy noc na lotnisku, co też okazało się być dla nas niezapomnianym przeżyciem. Z rana byliśmy już na pokładzie samolotu lecącego do Moskwy. Tam czekał nas krótki postój , a następnie lot do Sankt Petersburga.


Wenecja Północy
5-6 sierpnia 2009

Siedmiogodzinny lot minął nam bardzo przyjemnie. Gdy wylądowaliśmy w Sankt Petersburgu poczuliśmy się prawie jak "w domu". Miasto to bowiem to typowa, tętniąca życiem metropolia, Zupełnie inna od reszty rosyjskich miast. Zakwaterowaliśmy się w hostelu położonym blisko centrum i udaliśmy się na spoczynek by z samego rana wyruszyć na zwiedzanie.

Sankt Petersburg jest największym po Moskwie ośrodkiem gospodarczym, kulturalnym i naukowym Rosji. Niegdysiejsza stolica kraju, uważana był od początku za bramę na Zachód. Miasto powstało na 40 wyspach i terenach bagiennych poprzecinanych kanałami. Stąd też bywa często określane mianem "Wenecji Północy". Podczas całodziennej wędrówki udało nam się zobaczyć najważniejsze atrakcje Petersburga, do których niewątpliwie należą: Ermitaż, Twierdza Pietropawłowska, Sobór Kazański, Sobór Św. Izaaka, czy krążownik "Aurora". Ogrom zabytków i przepych w architekturze zrobiło na nas ogromne wrażenie.


Powrót do Polski
7 sierpnia 2009

W końcu nadszedł dzień powrotu do Polski. W pociągu z Sankt Petersburga do Brześcia spędziliśmy kolejne kilkanaście godzin. Każdy z nas obrał inny sposób na powrót do Trójmiasta. Niektórzy z nas wrócili autostopem, niektórzy pociągiem, ale wszyscy dojechaliśmy szczęśliwi i pełni wrażeń.

Nasza wyprawa trwała łącznie 3 tygodnie, pokonaliśmy ponad 16 tysięcy kilometrów, z czego ponad 200 godzin spędziliśmy w pociągu, pokonaliśmy 7 stref czasowych i przeżyliśmy niesamowitą przygodę ze wspaniałymi ludźmi!!!

Anna Sirojć
Natalia Kobiela

dodal: Witek (22 października 2009)

Strona gł | O nas | Smocze łodzie | Wędrówka z muzą | Autostop | Forum | Szukaj | Archiwum | Kontakt

Copyright © 2002-2017 Polski Klub Przygody

Wszelkie uwagi dotyczące działania strony prosimy przesyłać do Administratora strony